Grupa Oto:     Bolesławiec Legnica Środa Śl. WielkaWyspa Wrocław Powiat Wrocławski Nieruchomości Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Ceramiczne pociski

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Małe stawy, zlokalizowane w sąsiedztwie ulicy Jeleniogórskiej, nad którymi stał kiedyś jeden z bolesławieckich pomników, poświęconych żołnierzom poległym w pierwszej wojnie światowej, powoli zamieniają się w zasnute obficie rzęsą trzęsawiska.
Ceramiczne  pociski

Ceramiczne  pociski
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Ceramiczne  pociski
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Ceramiczne  pociski
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Odwiedzają je nieliczne pary krzyżówek, bywa też, że przychodzą tam na świat ich młode. Żwawe kaczątka szybko przecinają w towarzystwie mamy pokrytą zielonym kożuchem wodę. Przy wylocie nadbrzeżnej nory zaobserwowano też rodzinę szopów, co jest – niestety ! – złą wiadomością dla kaczej gromadki…

Przed 1945 rokiem stała tam okazała willa, opisywana na dawnych mapach jako „Schönbrunn”, w połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego stulecia stanowiąca już tylko sporą ruinę z resztkami piwnic. Kusiły one młodocianych poszukiwaczy przygód ciemnym, chłodnym wnętrzem. Ogólnie cały ten skrawek bolesławieckiego terytorium był dla nich superatrakcyjnym miejscem zabaw.

Pewnego dnia chłopcy z przejęciem obserwowali raki, żyjące we wpływającym do stawków leśnym strumieniu, gdy usłyszeli przytłumiony huk, dobiegający od strony ulicy. Okazało się, że jedną z dorodnych lip, rosnących przy owej jeleniogórskiej szosie - misternie wyłożonej wówczas szarą, granitową kostką i biegnącym środkiem wzdłuż jezdni czarnym, bazaltowym pasem - „zaliczył” zdezelowany studebaker. Kraksa nie pociągnęła na szczęście żadnych ofiar, ale solidny, stalowy zderzak maszyny wbił się w pień tak skutecznie, że trzeba było sprowadzić fachowca z aparatem acetylenowym. Ten dopiero odciął zakotwioną w drewnie „na amen” część ciężarówki i uwolnił nieszczęsny pojazd.

Czynności ratownicze trochę trwały, dając oczywiście wspaniałe widowisko dla powiększającego się kręgu ciekawskich. Po udanej operacji uwolnienia studebakera wygięty, zardzewiały fragment jego zderzaka przez długie dekady tkwił w próchniejącej lipie, przypominając o dramatycznej konfrontacji pojazdu z tym drzewem.

Najbliższa okolica miała ciekawe obiekty, cele wypraw chłopców, mieszkających w tym rejonie miasta. Chętnie odwiedzali to, co wówczas jeszcze dość wyraźnie przypominało o funkcjonowaniu ekskluzywnej restauracji „Waldschloss” – leśnego zamku, wzniesionego na brzegu sporego stawu. Zasilały go wody strumienia, wypływającego z pobliskiego boru.

Stosunkowo blisko przez szosę sąsiadowała ze stawem kamienna atrapa wejścia do kopalni złota, a także stojący na wzniesieniu wojenny pomnik w kształcie krzyża. U jego podnóża stała piaskowcowa ława, upstrzona wyrytymi w różnych latach „pamiątkami” po odwiedzinach „turystów”. Do owego monumentu wiodły imponujące, kamienne schody. Tylko ich zdemolowane fragmenty przetrwały upływ czasu i prymitywną bezmyślność wandali…

Owe obiekty musiały póki co zaspokoić potrzebę przeżycia dziecięcych przygód, bowiem rodzice kategorycznie sprzeciwiali się zbyt dalekim, samodzielnym wyprawom swoich nieletnich potomków.

W leśniczówce rezydował w tamtych latach pan Meier, którego czasem odwiedzano, by wspólnie z jego synkiem bawić się nad stawem.

Pewnego dnia tuż przy ruinach willi „Schӧnbrunn”, w rozmytym ulewą okopie znaleziono wypłukany przez wodę mały słoiczek, wypełniony mosiężnymi i aluminiowymi pieniążkami. Wśród nich były też jakieś kamionkowe, lekkie monety. Niektóre z nich opatrzono sylwetką dziwnego dzbana.

Wspólnie uznano, że odkryty „skarb” nie ma dla znalazców żadnej wartości, co „autorytatywnie” potwierdzili starsi koledzy. Ówczesny absolutny brak wiedzy na temat bolesławieckich, ceramicznych monet charakteryzował zresztą nie tylko dzieci, a podobnych znalezisk dokonywano bez szczególnych emocji na ogródkach w rejonie dzisiejszej ulicy Willowej.

Pieniążki okazały się świetną amunicją do zmajstrowanych z gumek od weków proc. Sporządzenie „uzbrojenia” wymagało znalezienia odpowiednio rozwidlonego patyka, kawałka skórzanego „języka” od starych butów oraz uszczelki do weka o odpowiedniej sprężystości. Odkrycie braku kilku takich gumek w domowej spiżarni doprowadziło – po stosownym ojcowskim śledztwie - do zarekwirowania gotowej procy. Długa rozmowa i solenne przyrzeczenie, że ów militarny sprzęt zostanie użyty tylko w trakcie nadzorowanego strzelania do ustawianych celów spowodowała, że broń zwrócono.

Okazało się, iż największą frajdę sprawiało trudne, precyzyjne wystrzeliwanie znajdywanych niemieckich monet – zwłaszcza tych ceramicznych! - pod odpowiednim kątem w kierunku powierzchni stawu. Furkoczące krążki odbijały się czasem kilkakrotnie od wody, by ostatecznie dolecieć na drugi brzeg akwenu.

I tak bardzo szybko zniknęły ceramiczne i metalowe znaleziska, których kolekcjonerską wartość uświadomiono sobie dopiero po wielu latach…


Zdzisław Abramowicz



Dzisiaj
Sobota 15 sierpnia 2026
Imieniny
Marii, Napoleona, Stelli

tel. 575 878 589
tel. 512 745 851
redakcja@otomedia.pl


OtoWroclaw.com © 2007 - 2026 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl