Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wehikuł odłożony w czasie

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Miał być wehikuł finansowy, a na razie jest węzeł. Gordyjski. Zamiast galerii handlowej, z której zyski miały zasilić piłkarski Śląsk, obok stadionu straszy dziura. A właściciel klubu nie może dojść do porozumienia z operatorem stadionu w sprawie korzystania z obiektu.

Kwiecień - czerwiec 2009 roku. Po władze w piłkarskim Śląsku Wrocław sięga Zygmunt Solorz, jeden z najbogatszych Polaków. Od tego momentu miała rozpocząć się nowa, świetlana przyszłość wrocławskiego klubu. W planach było budowanie drużyny, która już na nowym stadionie miała walczyć o najwyższe trofea w kraju i w Europie. Aby spełnić te ambitne plany potrzebne są jednak ogromne nakłady finansowe. I na to znalazł się sposób. Jak się wydawało - genialny. - Stworzyliśmy pewnego rodzaju pomysł na wehikuł finansowy. Centrum handlowe oraz stadion zapewnią nam stałe źródło dochodów na wiele lat – mówił wtedy Józef Birka, który w imieniu Solorza prowadził negocjacje a obecnie jest przewodniczącym rady nadzorczej Śląska. Zgodnie z tymi planami już w przyszłym roku klub miał mieć budżet na poziomie 80 mln zł.

Marzec 2011 rok. WKS jest poukładanym, stabilnym klubem. Ale szaleństwa finansowego nie ma. Świadczą o tym choćby transfery. Wrocławski klub sprowadza raczej zawodników z kartą na ręku. To wystarcza na budowanie solidnej drużyny, ale z pewnością nie pozwala na myślenie o podboju Europy. I nie zmieniają tego nawet ostatnie, dobre wyniki podopiecznych Oresta Lenczyka. Bo nawet gdyby Śląsk już w tym sezonie awansował do europejskich pucharów, to żeby się w nich nie skompromitować, musiałby się solidnie wzmocnić. A z obecnym budżetem mogło być to trudne.

Trudne negocjacje w sprawie wynajmu stadionu

Pierwsze plany zakładały, że galeria handlowa, z której dochód miał finansować klub (i spłatę kredytu zaciągniętego na jej budowę) miała być gotowa na Boże Narodzenie 2011 roku. W najgorszym wypadku na Wielkanoc 2012. Teraz wiadomo, że nic z tego nie będzie. Bo w miejscu, gdzie galeria ma powstać jest wielka... dziura. Bithell Holdings Ltd. (spółka, która w imieniu Zygmunta Solorza jest oficjalnym akcjonariuszem Śląska) od dwóch lat nie może uzyskać kredytu na budowę galerii. Nie pomogło nawet to, że objęła 51 proc. udziałów w Śląsku, a miasto zamiast w dzierżawę, przekazało klubowi ziemię pod budowę galerii na własność.

Sprawa stała się na tyle niepokojąca, że na rozmowę do właściciela Polsatu udał się prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. O efektach rozmowy wiadomo niewiele, lecz wydaje się, że coś drgnęło. Podobno znalazło się już konsorcjum finansowe, które wyłoży 2/3 potrzebnych kosztów. Resztę będzie musiał dać sam Solorz.

Okazuje się, że brak kredytu na budowę galerii to nie jedyny problem, który się pojawił. Im bardziej ku końcowi zbliża się budowa stadionu, tym większe kłopoty są z ustaleniem warunków, na jakich klub będzie z niego korzystał. Negocjacje między Śląskiem a operatorem obiektu, firmą SMG idą jak po grudzie. Kością niezgody są, z jednej strony wysokość opłat za wynajem obiektu na mecze, a z drugiej podział zysków z biletów oraz partycypowanie przez klub w kosztach utrzymania obiektu. Operator stadionu nie chce przystać na kwotę oferowaną przez ludzi Zygmunta Solorza (mówi się o 200 tys. zł za rok). Ci z kolei uważają, że są traktowani jak petenci, a nie partnerzy.

Co ciekawe, w podwójnej roli w tej sprawie, choć nie bezpośrednio, występuje miasto Wrocław. Z jednej strony jest mniejszościowym udziałowcem Śląska, z drugiej, poprzez spółkę Wrocław 2012, buduje stadion. Z pewnością władzom miasta zależy, aby zyski z działalności obiektu były jak najwyższe. Muszą bowiem wystarczyć na pokrycie kosztów jego funkcjonowania, a także stanowić część rat kredytu zaciągniętego na budowę (niecałe 700 mln zł przez 14 lat). Z tego powodu miastu, mimo że obecnie dokłada do klubu ok. 5 mln zł rocznie, wcale nie zależy na tym, żeby Śląsk płacił jak najmniej na obiekt. Zwłaszcza że z czasem Wrocław będzie wycofywał się z finansowania klubu, które zostanie na barkach Bithell Holdings Ltd.

Podbój Europy później?

Co to wszystko oznacza dla Śląska? Trudno dziś przewidzieć, choć zapowiedzi 80-milionowego budżetu można na razie między bajki włożyć. Może się bowiem okazać, że galeria handlowa, gdy w końcu powstanie, nie będzie tak świetnym biznesem, jak wcześniej zakładano. Świadczyć o tym mogą choćby problemy ze znalezieniem chętnego do finansowania przedsięwzięcia. A od zysków, które ostatecznie przyniesie, trzeba będzie jeszcze odjąć raty kredytu.

Dlatego, dodatkowego znaczenia dla finansowego powodzenia przedsięwzięcia pod nazwą „Śląsk Wrocław” nabierają, z jednej strony koszty wynajmowania stadionu, a z drugiej frekwencja na meczach. W tym kontekście mniej dziwią spory jakie towarzyszą rozmowom ludzi Zygmunta Solorza z operatorem stadionu.

Z kolei liczba widzów na meczach będzie zależała w dużej mierze od wyników. Mogą je zapewnić przede wszystkim wzmocnienia. Na te potrzeba jednak pieniędzy. Skąd je wziąć, gdy nie ma galerii a jej powstanie to w najlepszym razie lata 2013-14? Bithell Holdings Ltd musiałby już teraz wyłożyć większą sumkę, co wydaje się jednak mało prawdopodobne. Wszystko wskazuje więc na to, że kibice będą jeszcze musieli poczekać na podbój Europy w wykonaniu swoich ulubieńców.


AS



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Piątek 4 grudnia 2020
Imieniny
Barbary, Hieronima, Krystiana

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości