Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Numer życia lub... śmierci

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
W książce telefonicznej komórki musisz mieć osobę pod nazwą ICE. To do niej zadzwonią ratownicy medyczni w razie wypadku. Czy jednak mają na to czas?

Każdy z nas znalazł się w sytuacji, w której potrzebował pomocy. W 2007 r. na polskich drogach doszło do prawie 50 000 wypadków drogowych. Ucierpiało w nich 70 000 osób. Z częścią rodzin ofiar musieli się skontaktować ratownicy medyczni. ICE znacznie im pomogło.

Coraz szerzej propagowana jest akcja ICE od ang. "in case of emergency", czyli "w nagłym przypadku". Występują jej dwie wersje:

- w książce adresowej telefonu komórkowego - jako kontakt „ICE” wpisuje się numer telefonu wybranej osoby. Jeśli takich osób jest kilka, to oznacza się je hasłami „ICE1”, „ICE2” itd.

- na karcie „ICE” wielkości wizytówki wpisuje się imię, nazwisko i numer kontaktowy najbliższych osób. Kartę powinno się nosić cały czas przy sobie, jednak nie w portfelu.

Pod ten numer mają dzwonić ratownicy medyczni, by uzyskać informacje na temat osoby poszkodowanej, czyli ustalić tożsamość i stan zdrowia. Zadadzą więc pytania o choroby, przebyte urazy lub leki, które bierze.

Wypadki komunikacyjne to nie jedyne zagrożenie. Karta ICE jest niezastąpiona także w innych sytuacjach: gdy zgubi się dziecko, ktoś straci przytomność albo nie potrafi podać swoich danych osobowych – wtedy ułatwia kontakt z rodziną takiej osoby.

- Jest to bardzo dobra akcja - powiedział Arkadiusz Förster, rzecznik prasowy Akademii Medycznej we Wrocławiu - Służy naszemu bezpieczeństwu, więc jestem jak najbardziej za.

O stosowanie takiej karty w praktyce zapytaliśmy się prof. Juliusz Jakubaszko, kierownika Zakładu Medycyny Ratunkowej AM we Wrocławiu i prezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej.

- Ratownik, jadąc na miejsce wypadku, ma niewiele czasu na podjęcie działania - tłumaczy. - Dlatego też raczej nie będzie miał czasu, by dzwonić i dopytywać się o alergie. Tutaj chodzi już nawet nie o minuty, a o sekundy w czasie ratowania ludzkiego życia. Poza tym trzeba zaznaczyć, że nie ma takiego obowiązku. Jeśli chodzi o alergie, to w ratownik ma dość wąskie spektrum dostępnych leków. Antybiotyków nie podaje się raczej na miejscu wypadku. Już po głównej akcji reanimacyjnej czy ratowniczej skrót ten może się przydać do powiadomienia rodziny czy bliskich albo później w szpitalu.


aw



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Niedziela 29 listopada 2020
Imieniny
Błażeja, Margerity, Saturnina

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości