Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wrocław
Człowiek, który obnażył układ

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
- Nie boisz się, że tym razem to ja się podszywam? - pytam nieco prowokacyjnie. Cień niepokoju, może strachu, pojawia się na twarzy Pawła Mitera, wrocławianina który przez kilka miesięcy wodził za nos najwyższe kierownictwo Telewizji Polskiej w Warszawie. - Chyba niee... - odpowiada niepewnie, niepokój znika dopiero, gdy wręczam wizytówkę i pokazuję legitymację dziennikarską. - Nic dziwnego, że się boi – myślę. - Kto by się nie bał po tylu tygodniach nerwowej mistyfikacji, wśród ludzi z polityczno – medialnego świecznika.

- Jest niepokój, nie ma co ukrywać – mówi Paweł Miter. - Niewykluczone, że ktoś nas teraz obserwuje, podsłuchuje czy nagrywa. Dostałem już kilka telefonów i smsów z pogróżkami. Przez te kilka miesięcy poznałem trochę ludzi z Woronicza, niewiele rzeczy może mnie teraz zaskoczyć.

Paweł Miter, absolwent politologii Uniwersytetu Wrocławskiego, obnażył i zweryfikował problem, o którym teoretycznie wiadomo już od wielu lat – upolitycznienie telewizji publicznej. Na własnej skórze przetestował obłudę i układy panujące w tej instytucji. Rozpoczął brawurową rozgrywkę, przyczyniając się prawdopodobnie do ostatnich zmian w zarządzie TVP.

Sprawdzę, czy nie kłamią

- Wszystko zaczęło się od konferencji prasowej zarządu TVP, którą oglądałem w sierpniu ubiegłego roku – mówi Paweł. - Słuchałem słów prezesa Włodzimierza Ławniczaka o tym, jakie to teraz nastąpią wielkie zmiany, jak telewizja publiczna będzie się odpolityczniać, stawiać na jakość i promować nade wszystko obiektywizm. Zacząłem się zastanawiać, jak to sprawdzić i wpadłem na pomysł...

Wrocławianin założył fałszywe konto pocztowe – jacek.michalowski@prezydent.pl. W listopadzie ubiegłego roku wysłał maila do prezesa TVP Włodzimierza Ławniczaka, przedstawiając się jako szef Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego.

"Wielce Szanowny Panie Prezesie, Powyższego maila kieruję do Pana na prośbę Pana Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Nietypowa forma, ale jakże nietypowa jest też prośba" – czytamy w mailu. Dalej jest mowa o potrzebie stworzenia programu, gdzie „forum do wypowiedzi miałoby w całości młode pokolenie (od 25- do 35-latków), które w Polsce interesuje się sytuacją społeczną, polityczną itp. (...) Pan Prezydent chciałby zwrócić Pana uwagę i Telewizji Publicznej na osobę młodego dziennikarza z Wrocławia Pawła Mitera, który ma pomysł na tego typu program. Pan Prezydent chciałby, by ktoś z kierownictwa TVP spotkał się z tym młodym człowiekiem i poczynił z nim ustalenia co do możliwości powstania tego typu programu (...) Sugerujemy by jeszcze przed końcem tego roku zaszła możliwość podpisania z Panem Pawłem Miterem intratnej umowy na stworzenie programu będącego jego autorskim pomysłem wypracowanym razem z Telewizją Polską (...) Kancelaria prosi też o całościową dyskrecję w sprawie podjęcia współpracy Pana Pawła z Telewizją Polską".

- List zawierał błędy ortograficzne, ale nawet one nie wydały się podejrzane kierownictwu Telewizji Polskiej – mówi Paweł Mitera. - Odpowiedź przyszła w ciągu kilku godzin, że są zainteresowani programem.

Prezes TVP Włodzimierz Ławniczak zainteresował się projektem, jednak nie był w stanie sam go nadzorować – za kilka dni szedł na leczenie do szpitala. Przekazał sprawę Marianowi Kubalicy, dyrektorowi biura zarządu TVP. Kubalica zajmował się wrocławianinem, omawiał z nim szczegóły programu, ustalał wysokość wynagrodzenia itp. Pod koniec 2010 r. Ławniczak zmarł, na stanowisku zastąpił go Bogusław Piwowar, rozmowy na temat programu trwały, Kubalica nadal był "przewodnikiem" Mitera.

Wrocławski Dyzma opiniuje

- Za każdym razem gdy rozmawialiśmy z innymi pracownikami TVP, Kubalica przedstawiał mnie jako "człowieka prezydenta", co załatwiało wszelkie formalności – mówi Paweł Miter. - Nigdy mnie nie wylegitymowano, gdy potrzebny był NIP czy pesel – podawałem fałszywe dane, które nie były sprawdzane, wożono mnie służbowym samochodem z kierowcą.

Kariera Nikodema Dyzmy, tyle że w rzeczywistości! Podczas kilkunastu wizyt w Warszawie "wrocławskiego prowokatora" dochodziło do sytuacji wręcz kuriozalnych.

- Raz poproszono mnie, żebym wyraził swoją opinię na temat szefowej wrocławskiego oddziału Telewizji Polskiej Anity Białek – mówi Paweł. - Wiadomo – zarząd na Woronicza był SLDowski, a Białek była rekomendowana przez posła PiS Dawida Jackiewicza. Była mowa o tym, że trzeba ją "zdjąć". Być może przyczyniłem się do tego, że pani Białek nie została "zdjęta", bo wyraziłem się o niej dobrze, że jest rzetelna itp. Na następnym spotkaniu za kilka dni w Warszawie usłyszałem, że jednak nie będzie zmiany szefa we Wrocławiu.

Na krawędzi

Program, który miał poprowadzić Paweł Miter miał się nazywać "Rozmowy na krawędzi". Przez cały styczeń negocjacje coraz bardziej się konkretyzowały. Nie było problemu ze znalezieniem miejsca w ramówce. "Rozmowy na krawędzi" miały zastąpić program Jana Pospieszalskiego "Warto rozmawiać" – co zresztą nie dziwi, po tym, gdy autor nakręcił wraz z Ewą Stankiewicz film „Solidarni 2010”, w którym zebrane zostały wypowiedzi ludzi składających hołd Lechowi i Marii Kaczyńskim. Dla ekipy z Woronicza taki hołd mógł być przecież solą w oku.

- Już na pierwszym spotkaniu z Kubalicą padły słowa, że tutaj można wszystko załatwić – mówi Paweł Miter. - W pewnym momencie zasugerowano, że może przenieść program do TVP Info, ale ja nieco buńczucznie odpowiedziałem, że nie ma mowy i sprawy nie było. Teraz może opowiadam o tym dość swobodnie, ale ta gra kosztowała mnie sporo nerwów. Pod koniec wychodziłem już z gabinetu na 9 pietrze TVP przy Woronicza zlany potem. Kubalica wprowadzał mnie w szczegóły, układy, rysował słupki - które miałem potem relacjonować prezydentowi – wynikało z nich jakie udziały mają mieć poszczególni członkowie zarządu, rzucał nazwiskami, ale też pytał o jakieś konkretne szczegóły, o których nie miałem pojęcia. Mówił żebym donosił na Dworaka, prezesa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a czasami pytał – "co tam słychać u prezydenta?"

Kubalica "namierza"

Ostatecznie stanęło na tym, że autor "Rozmów na krawędzi" dostanie za program 39 tysięcy złotych. Marian Kubalica twierdzi, że żadnych pieniędzy Miter jednak nie dostał, bo "on sam go wcześniej rozpracował i stwierdził, że wrocławianin jest nierzetelny".

- Bzdura – odpowiada Paweł Mitera. - Podałem fałszywe konto bankowe, żeby nie być później posądzonym o to, że wziąłem pieniądze. Wysłali mi pierwszą transzę wynagrodzenia 11.830 złotych. Po kilku dniach zadzwoniła księgowa, że pieniądze wróciły z powrotem i chyba się pomyliłem w podawaniu numeru.

Haki na Mitera

Zarząd TVP zaczął coś jednak podejrzewać na początku lutego. Paweł Miter przestał przyjeżdżać na spotkania, odbierać telefony, odpowiadać na maile.

- Cała sprawa zaczęła mnie przerastać, po prostu robiło się już zbyt gęsto i gorąco, zresztą nie można było tego ciągnąć w nieskończoność – mówi. - Skontaktowałem się najpierw z Gazetą Wyborczą i opowiedziałem o wszystkim, ale nie chcieli podjąć tematu. Poszedłem więc do Rzeczpospolitej, gdzie stwierdzili, że opiszą całą sprawę. Tekst ukazał się w czwartek.

TVP od razu zaczęła reagować. Marian Kubalica stwierdził, że Miter jest oszustem i na gwałt zaczął szukać na niego "haków".

- Znalazł haka i teraz sugeruje, że jestem kryminalistą – mówi Paweł Miter.

"Hak" ma rzeczywiście charakter "znajdźcie cokolwiek", ale w kontekście całej sprawy jest może nie tyle poważny, co nieprzyjemnie zgrzytający.

- Na początku zeszłego roku, gdy pracowałem w firmie windykacyjnej, rzeczywiście byłem podejrzany przez prokuraturę, która postawiła mi zarzuty w związku ze sprawą wprowadzenia w błąd spółki finansowej na kwotę 125 tysięcy złotych – mówi Paweł Miter. - Zostałem jednak oczyszczony z zarzutów, dostałem wyrok grzywny, Kubalica twierdzi jednak, że to czyni mnie przestepcą i że on mnie rozgryzł. Problem w tym, że jeżeli chciałby mnie rozgryźć, to najpierw sprawdziłby mnie w Kancelarii Prezydenta – a tego nigdy nie zrobił.

Kubalicy nie wpadło do głowy zadzwonienie do kancelarii i sprawdzenie Mitera – być może takie rzeczy są źle widziane wśród ludzi na świeczniku? Brak kontaktu potwierdza Jacek Michałowski, ten prawdziwy szef Kancelarii Prezydenta RP.

– Nigdy nie wysyłałem żadnego e-maila polecającego Pawła Mitera ani jakąkolwiek inną osobę do prezesa TVP. Nie prowadziłem żadnej korespondencji z członkami biura zarządu TVP odnośnie zatrudnienia pana Mitera w telewizji publicznej. Nie wiem, kim jest Paweł Miter. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek poznał osobiście prezesa Ławniczaka. Nikt z TVP nie dzwonił do mnie z jakimkolwiek pytaniem o Pawła Mitera i moją ewentualną rekomendację dla niego – czytamy w jego oficjalnym komunikacie wydrukowanym na łamach Rzeczpospolitej.

Zmiany, zmiany

Pod koniec lutego zarząd TVP prawdopodobnie wiedział już, że pali im się grunt pod nogami, że dali się sprowokować, i że sprawa niedługo wyjdzie na jaw w mediach. Skąd to wiedzieli? Pozostawmy to pytanie otwartym...

Nie czekając na kompromitację w TVP zapadły decyzje. Zarząd został nagle zawieszony. Kojarzony z PO Juliusz Braun został wybrany pełniącym obowiązki prezesa Telewizji Polskiej - tak zdecydowała nowa rada nadzorcza spółki. Braun będzie pełnił tę funkcję do 15 kwietnia, kiedy poznamy prezesa. Przewodniczącym rady nadzorczej został Stanisław Jekiełek (PSL) a wiceprzewodniczącym Grzegorz Borowiec (PO). Wybrany p.o. prezes TVP Juliusz Braun zapowiedział na początku marca, że przyjrzy się decyzjom, które w ciągu ostatnich dni podejmował poprzedni zarząd spółki.

- Najważniejsze zadanie dla nowej rady to oczywiście szybkie uspokojenie sytuacji w telewizji publicznej i zmiana niekorzystnej atmosfery wokół spółki - powiedział do nowej rady nadzorczej przewodniczący KRRiT Jan Dworak.

Będzie miał problemy

Bez względu na to, czy określimy Pawła Mitera mianem bohatera, brawurowego prowokatora czy idealisty walczącego z układami – wydaje się, że poniesie konsekwencje swoich, w zasadzie przecież nielegalnych, działań.

- Telewizja Polska zapowiedziała, że zamierza złożyć doniesienie do prokuratury w sprawie Mitera, który podszył się pod człowieka prezydenta i w ten sposób otrzymał własny program w TVP – czytamy w komunikacie biura prasowego Telewizji Polskiej. Zanim sprawę zbada prokurator, a o winie orzeknie sąd, już teraz Miter ma się czym martwić – za samo podrobienie adresu mailowego grozi do pięciu lat więzienia.

Być może jednak strach przed wyrokiem zrekompensuje mu poczucie spełnienia ważnej misji.

– Ten przykry incydent wskazuje wyraźnie na potrzebę zmiany w sposobie działania Telewizji Publicznej. Żadne telefony, czy monity od wszelkich polityków nie mogą być podstawą podejmowania jakichkolwiek decyzji - powiedziała w czwartek wieczorem radiu ZET rzeczniczka TVP Joanna Stempień-Rogalińska.

– Udało mi się pokazać, że całe kierownictwo TVP przez kilka miesięcy nadskakiwało mi tylko dlatego, że myślało, że mam polityczne plecy – konkluduje Paweł Miter.

Pokazać się udało, pewnie polecą za tę kompromitację czyjeś głowy, ale... czy rzeczywiście to coś zmieni w najbardziej upolitycznionej instytucji medialnej w kraju?


Robert Włodarek



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Niedziela 29 listopada 2020
Imieniny
Błażeja, Margerity, Saturnina

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości