Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wrocław
Gdzie jest tani cukier?

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
W lutym kosztował nieco ponad 3 zł. Dziś dochodzi do 5 zł. Co się dzieje z cukrem i gdzie kupić go najtaniej?

Ceny cukru we wrocławskich sklepach rosną niemal każdego dnia. Jeszcze na początku tego roku ekonomiści informowali o niebywale niskiej cenie tego produktu na światowych rynkach, dziś cukier bije kolejne rekordy, jednak nie jest już najtańszy, ale najdroższy. Jeszcze w połowie lutego średnia cena kilograma cukru we wrocławskich sklepach wynosiła 3,20 zł. Chwilę później zaczęła lawinowo rosnąć. Na początku tygodnia w jednym z dyskontów spożywczych osiągnęła 3,88 zł. za 1 kg. Dziś te sam cukier, w tym samym sklepie kosztował 4,19 zł/kg. Skąd wziął się ten wzrost cen? Zabraknie cukru w sklepach?

- A skąd! - stanowczo przekonuje pani Jadwiga, która od 20 lat prowadzi mały sklep spożywczy na wrocławskich krzykach. - Współpracuje z dwoma spożywczymi hurtowniami i w obydwu zapewnili mnie, że cukru nie zabraknie, jest go tyle, ile było zawsze - mówi kobieta. Skąd więc ogromne podwyżki? - To spekulacje. Producenci, za nimi hurtownia a potem, nie ma co ukrywać, także my, sklepikarze wyczuli możliwość zarobienia. Każdy podniósł marże i ceny poszybowały - wyjaśnia sklepikarka. Mówi to anonimowo. - Oficjalnie mogę panu powiedzieć, że trzeba podnieść ceny, bo cukru może zabraknąć. Nieoficjalnie, że to słodki biznes - dodaje. Pani Jadwidze, która jest ekonomicznym praktykiem racje przyznaje Roman Przasnyski, ekonomista Open Finance. - Warto zauważyć, że okres największej dynamiki cen cukru, trwający od czerwca do listopada 2010 r., gdy wzrosły one o prawie 140 proc., przeszedł bez większego echa - wyjaśnia. - W handlu - tym giełdowym i tym sklepowym - często więcej jest psychologii niż ekonomii. (...) giełdowe zmiany cen do naszych cen hurtowych mają się średnio, a właściwie nijak. Można się więc dziwić, dlaczego nie dostrzegli oni trwającej niemal pół roku szaleńczej galopady cen cukru na światowych giełdach. I można się zastanawiać, z jakiego powodu tak gorąco wokół cukru zrobiło się właśnie teraz - zastanawia się ekonomista.

Pełna analiza rynku cukru okiem ekonomisty poniżej

Jednak wielu zwykłych konsumentów woli dmuchać na zimne. - Skoro cena wzrosła dwukrotnie, lepiej zrobić zapasy. Nie wierze, że to koniec wzrostów, więc kupuje na zapas, w ten sposób zaoszczędzę - mówi pan Stanisław, który w jednym z wrocławskich supermarketów Lidl kupił dziś 50 kilogramów cukru. Podobnych jemu klientów, którzy przewidują dalsze wzrosty cen cukru jest w naszym mieście więcej. Niektóre sieci handlowe wprowadziły nawet ograniczenia w sprzedaży tego produktu. W Lidlu jednorazowo można nabyć 10 kilogramów. W Tesco 30 kg. - To przecież niczego nie zmienia. Po prostu podszedłem do kasy 5 razy, za każdym kupując 10 kilo - wyjaśnia pan Stanisław. Za to w czoło puka się Ewa Miłowska, 23 letnia wrocławska studentka Politechniki. - To jakaś paranoja, zarówno po stronie sprzedawców, jak i kupujących. Jedni i drudzy nakręcają się nawzajem - przypuszcza dziewczyna.

Jednak wielu mieszkańców Wrocławia zaczęło baczniej przyglądać się sklepowym cenom cukru. Różnice w cenie dochodzą dziś do 65 groszy na kilogramie.

Oto najniższe, znalezione przez nas ceny cukru we Wrocławiu:

Biedronka 4,19 zł

Lidl 4,46 zł

Selgros 4,84 zł

Piotr i Paweł 4,49 zł

Tesco 4,09 zł

Rynek cukru rozgrzany i rozchwiany

Ceny surowców rolnych rosną od wiosny ubiegłego roku. Do tej pory najgłośniej było o drożejącej pszenicy i, w związku z tym, o drożejącym chlebie. Teraz przyszedł czas na cukier i Polacy nerwowo złapali się za kieszenie...

Warto zauważyć, że okres największej dynamiki cen cukru, trwający od czerwca do listopada 2010 r., gdy wzrosły one o prawie 140 proc., przeszedł bez większego echa. W każdym razie nie było ono słyszalne wśród sklepowych półek. Za to ostatnio pojawiło się ze zdwojoną siłą. Chyba trochę niepotrzebnie.

W handlu - tym giełdowym i tym sklepowym - często więcej jest psychologii niż ekonomii. Ani handlowcom, ani klientom braku spostrzegawczości z pewnością odmówić jednak nie można.

Można się więc dziwić, dlaczego nie dostrzegli oni trwającej niemal pół roku szaleńczej galopady cen cukru na światowych giełdach. I można się zastanawiać, z jakiego powodu tak gorąco wokół cukru zrobiło się właśnie teraz, kiedy - licząc od szczytu tego szaleństwa z początku listopada ubiegłego roku do 8 marca - jego notowaniaspadły o 10 proc.

Co prawda w ostatnich dniach grudnia 2010 roku i na początku lutego tego roku były one wyższe niż w listopadzie, jednak po każdym wzroście zdecydowanie szły w dół.

Z tego wniosek, że na trwałe bicie kolejnych rekordów ceny cukru nie mają już zbyt wiele siły. Od ponad czterech miesięcy poruszają się w przedziale od 25 do 35 centów za funt, czyli od 56 do 78 centów za kilogram, a idąc dalej - od 1,6 do 2,2 zł za kilogram, licząc po kursie dolara z 8 marca. Cofając się pamięcią do czerwca ubiegłego roku zauważamy, że wówczas cena giełdowego cukru sięgała zaledwie 14 centów za funt, czyli niecałe 90 groszy za kilogram.

U naszych producentów w czerwcu 2010 r. kilogram cukru kosztował średnio około 2,55 zł, a sześć miesięcy później, czyli w styczniu 2011 r. - 2,71 zł. A więc czasie, gdy na giełdach cukier zdrożał o 140 proc., w naszych cukrowniach poszedł w górę o 16 groszy na kilogramie, czyli o nieco ponad 6 proc. Z tych porównań płynie ważny wniosek, że giełdowe zmiany cen do naszych cen hurtowych mają się średnio, a właściwie nijak.

Czytanie i słuchanie tego, co się o rekordowo wysokich cenach cukru na świecie pisze i mówi, ma więc głęboki sens poznawczy, ale przekładanie zdobytych informacji na działania praktyczne, czyli wizytę w sklepie, warto dobrze rozważyć. Jeśli ktoś bardzo obawia się, że cena wzrośnie, to zniechęcanie do zakupu nie ma sensu.

Zanim zaczniemy działać, zwróćmy uwagę na kilka liczb. Przeciętny Polak konsumuje ok. 16 kg cukru rocznie. Na trzyosobową rodzinę wypada więc ok. 48 kg rocznie.

Średnia cena cukru w sklepie w lutym wynosiła 3,5 zł. Jeśli boimy się, że cukier zdrożeje do 5 zł, czyli o prawie 43 proc., nasze roczne oszczędności wynikające z zakupu 48 kg cukru już teraz, wyniosą 72 zł. Co prawda każdy grosz się liczy, ale najbardziej nie ten pochopnie wydany, lecz zachowany w kieszeni. A strach i chęć skorzystania z okazji nie są najlepszymi doradcami przy robieniu zakupów.

Warto przy tym pamiętać, że cenę kształtują podaż i popyt. Ale to nasze oczekiwania i chęć robienia zapasów wpływają na wzrost popytu, a więc stwarzają doskonałą okazję do wzrostu ceny. I ten właśnie mechanizm, a nie spekulacja na odległych giełdach, jest główną przyczyną wzrostu cen cukru w naszych sklepach.

Gra popytu i podaży na każdym rynku zakłócana jest przez oczekiwania obu stron transakcji, czyli kupujących i sprzedających. Nigdzie chyba jednak tak dobrze, jak na giełdach, ta zakłócająca moc oczekiwań nie jest tak widoczna. A widać ją doskonale, kiedy przyjrzeć się giełdowym notowaniom z różnych perspektyw. Zacznijmy od tej krótszej. Od 2 do 24 lutego tego roku cena cukru na londyńskiej giełdzie spadła o 21 proc.

To zmiana bardzo duża. W tym czasie w sferze realnej nie stało się nic takiego, co mogłoby wpłynąć na ograniczenie podaży. Nie spłonął żaden magazyn ani nie zatonął statek z cukrem. Zmieniła się tylko ocena sytuacji przez inwestorów. I to w czasie, kiedy u nas grana jest melodia pod tytułem "cukier coraz droższy". Rzeczywiście, od tego czasu podrożał o ponad 10 proc., ale 8 marca wciąż był tańszy niż 2 lutego - o 13 proc.

Takich gwałtownych zmian sytuacji na giełdach mieliśmy co niemiara i będziemy ich mieć jeszcze bez liku. Na szczęście, jak już wcześniej pokazaliśmy, na cenową huśtawkę w naszych sklepach to się niemal nie przekłada. A giełdową huśtawką niech martwią się giełdowi inwestorzy i analitycy.

Jak twierdzą eksperci jednego z większych brokerów na rynku cukru, londyńskiej firmy Czarnikow Sugar, rok 2010 był na tym rynku rokiem skrajności i zmienności notowań największej od 1980 roku, czyli od 30 lat. I rzeczywiście, patrząc z tej perspektywy, od lutego do maja ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z 36-procentowym spadkiem cen cukru.

Według Czarnikow Sugar, powodem tak silnego spadku cen było zaskakujące zwiększenie eksportu przez Brazylię, większa niż się spodziewano produkcja w Indiach oraz nieoczekiwane pojawienie się większej o 0,5 mln ton podaży z krajów Unii Europejskiej.

Generalnie jednak mówi się o trzech z kolei sezonach słabej produkcji, a szanse na poprawę sytuacji w sezonie 2010/2011 są niewielkie. Choć produkcja powinna się zwiększyć, to jednak nie w stopniu umożliwiającym odbudowanie zapasów i płynność handlu. Należy się więc w dalszym ciągu spodziewać sporej niestabilności sytuacji na tym rynku.

Prognozy bardzo niepewne

Specjaliści z Czarnikow Sugar przyznają, że oszacowanie bilansu popytu i podaży cukru oraz poziomu zapasów wcale nie jest łatwe. A przecież dla oceny sytuacji na rynku i prognoz cenowych to jedna z podstawowych kwestii. To także należy uznać za jedną z przyczyn dużych wahań notowań na giełdach. A do tego dochodzi też spora zmienność warunków upraw, szczególnie w przypadku trzciny cukrowej.

Spożycie cukru na świecie zwiększa się każdego roku o około 3 proc., jednak skok cen może ograniczyć to tempo nawet o połowę.

Po dwóch sezonach słabych zbiorów trzciny cukrowej i buraków oraz związanego z tym deficytu w cukrowym bilansie, nadzieje na poprawę sytuacji w najbliższej przyszłości są niewielkie. Wcześniejsze założenia, wskazujące na możliwość wzrostu produkcji, nie znajdują wyraźnego potwierdzenia. Choć na dokładniejsze oszacowanie jest jeszcze zbyt wcześnie, to jednak wciąż widać zagrożenia po stronie podaży.

W Brazylii prawdopodobnie konkurencję z cukrem wygra produkcja etanolu, zachodzi obawa, że w Indiach produkcje będzie nieco mniejsza, niż się wcześniej spodziewano, powodzie i cyklon Yesi w Australii zdecydowanie zmniejszą produkcję (mówi się o spadku o 15 proc.), a kraj ten jest trzecim pod względem wielkości eksporterem cukru na świecie.

Indyjskie władze wciąż zwlekają z ogłoszeniem decyzji o wielkości eksportu, co tylko zwiększa obawy. Jeszcze w październiku ubiegłego roku liczono na produkcję w wysokości 24 mln ton, zapewniającą nadwyżkę podaży nad popytem, a więc i większe możliwości eksportowe. Ale pewności wciąż nie ma.

Międzynarodowa Organizacja Cukru szacuje, że światowa produkcja cukru w tym sezonie wyniesie nieco ponad 168 mln ton i będzie niższa niż w poprzednim o 910 tys. ton. Przewiduje też, że wielkość spożycia sięgnie prawie 167,8 mln ton, czyli będzie wyższa niż poprzednio o 180 tys. ton. Z porównania tych liczb wynika, że będzie - co prawda bardzo niewielka - ale jednak nadwyżka podaży nad popytem.

Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, w 2010 r. powierzchnia upraw buraków cukrowych w Polsce była zbliżona do tej z 2009 r. Jednak niższe o 10 proc. niż rok wcześniej były plony. Na podstawie tych danych szacuje się, że w 2010 r. wyprodukowano około 1,5 mln ton cukru. To o niecałe 100 tys. ton więcej niż wynosi przyznany nam limit produkcji. W 2009 r. "nadprodukcja" cukru wyniosła około 200 tys. ton.

Unijni urzędnicy może nam posłodzą

Poważna sytuacja na rynku cukru skłoniła unijną administrację do poluzowania uścisku wspólnej polityki rolnej w tym segmencie. Już w listopadzie 2010 r. Komisja Europejska zawiesiła cła na import 666 tys. ton cukru. Na niedawnym posiedzeniu Komitetu Zarządzającego ds. Cukru przedstawiono wstępną propozycję zmierzającą do uruchomienia dodatkowego bezcłowego importu oraz zezwolenia na sprzedaż na unijnym rynku cukru tzw. pozakwotowego, czyli tego, który może być sprzedawany jedynie poza Unię.

Trzeba pamiętać, że od lat produkcja cukru w Unii Europejskiej jest ściśle limitowana i ograniczana. Ten element tzw. Wspólnej Polityki Rolnej miał na celu utrzymanie wysokich cen cukru, czyli na poziomie zapewniającym opłacalność europejskim producentom. Jak widać, cel ten został osiągnięty, lecz w obecnych warunkach te działania jawią się trochę jak w krzywym zwierciadle. Skomplikowany system dopłat i limitów dotyczy nie tylko cukru i mleka, ale także większości produktów rolnych.

W przypadku cukru działania te były uzasadnione o tyle, że jego produkcja z buraków jest zupełnie niekonkurencyjna w porównaniu z cukrem trzcinowym. Obecny system limitowania produkcji ma obowiązywać jedynie do 2013 r. Jaki kształt będą miały przyszłe regulacje, nie wiadomo. Już jednak słychać głosy cukrowego lobby przeciwko całkowitemu uwolnieniu rynku cukru.

Przez wiele lat producenci byli zadowoleni, konsumenci znacznie mniej. Być może obecne potężne zawirowania na rynku towarów rolnych przyczynią się do bardziej radykalnych zmian cukrowej i rolnej polityki Unii Europejskiej.

Cukier za ropę

Nieczęsto zdajemy sobie sprawę z tego, jak ścisły związek z cenami cukru na giełdach mają notowania ropy naftowej. W Europie moda na ekologiczne paliwo dopiero zaczyna się materializować na większą skalę, choć ze sporymi oporami ze strony kierowców. Dodatek bioetanolu do benzyny sięga kilku procent. Ale w Ameryce Południowej, a szczególnie w Brazylii, udział ten jest znacznie wyższy.

Szacuje się, że w sezonie 2010/2011 w tym kraju z trzciny zostanie wyprodukowanych nieco ponad 34 mln ton cukru i prawie 28 mld litrów etanolu. Etanol nalewa się głównie do baków, nie do kieliszków. W czasie, gdy ropa drożeje do ponad 100 dolarów za baryłkę, opłacalność alko-tankowania z udziałem cukru w oczywisty sposób rośnie.

Cukrowe potęgi

Dwie największe cukrowe potęgi to Brazylia i Indie. Bardzo dużą rolę w wielkości produkcji mają warunki klimatyczne. W 2007 r. były one bardzo dobre, więc ceny znajdowały się na bardzo niskim poziomie 8-9 centów za funt. Wówczas Indie wyprodukowały 33 mln ton, zaś Bazylia 32 mln ton, nie licząc 22 mln ton przeznaczonych na produkcję bioetanolu.

Warunki jednak szybko się zmieniają. Susze panujące w 2008 r. w Indiach spowodowały spadek produkcji o około 50 proc. w sezonie 2008/2009. W kolejnym była ona niższa o 44 proc. Problem w tym, że Indie są nie tylko drugim producentem, ale i największym konsumentem cukru na świecie. I od 2008 r. musiały sporo cukru importować.

Powinno to spowodować wzrost cen. I rzeczywiście od połowy 2007 do wiosny 2008 r. cukier zdrożał o ponad 75 proc. Tyle tylko że ceny podskoczyły z nieco ponad 8 do 15 centów za funt i aż do wiosny 2009 r. tej górnej bariery nie przekroczyły. W 2008 r. spadły znowu poniżej 10 centów.

Jak widać, nawet tak katastrofalny spadek produkcji nie był w stanie wywindować cen na wyższy poziom. Udało się w ciągu następnych 12 miesięcy, od kwietnia 2009 do lutego 2010 r. Ten sezon także był niekorzystny dla produkcji w Indiach, a w dodatku zbiory w Brazylii zmniejszyły się znacząco z powodu nadmiaru opadów. W sezonie 2008/09 w Indiach wyprodukowano około 15 mln ton cukru.

Był taki czas, gdy cena cukru spadła o ponad połowę...

Ale też nie sposób nie zauważyć, że wczesna wiosna 2009 r. to okres rozpoczęcia się dynamicznej hossy na wszystkich rynkach. Od tego czasu rosły ceny niemal wszystkiego, czym na giełdach handlowano. A był to efekt uruchomienia potężnych programów stymulujących największe gospodarki świata, od strefy euro, przez Amerykę, Japonię i Chiny. Spora część pieniędzy powędrowała na rynki surowcowe. Od kwietnia 2009 do lutego 2010 r. ceny cukru skoczyły o prawie 150 proc., zatrzymując się w okolicach 30 centów za funt. Od tego momentu można obserwować, jak szybko i radykalnie potrafi zmieniać się sytuacja na surowcowych rynkach. Od lutego do pierwszych dni maja 2010 r., czyli w zaledwie trzy miesiące, notowania cukru na giełdach spadły o ponad połowę, do niecałych 14 centów za funt.

Tak dynamiczna zmiana miała częściowo uzasadnienie fundamentalne, ponieważ sytuacja w Indiach zdecydowanie się poprawiła. Na tyle, że kraj ten ponownie zaczął eksportować cukier.

Jednak eksperci zajmujący się tym rynkiem twierdzili, że tak potężne spadki to konsekwencja wcześniejszego równie mocnego wzrostu. Z jednej strony idące mocno w górę ceny skłaniają spekulantów do dalszych zakupów, jednak z drugiej strony są producenci, którzy widząc tę galopadę zwiększają powierzchnię upraw, postępując w myśl podstawowej zasady już nie tylko ekonomii, ale zdrowego rozsądku.

Na tym przykładzie doskonale widać też inną prawidłowość, mówiącą, że każda hossa już u swego zarania kopie sobie grób. To tylko kwestia czasu. Ci którzy potrafią to oszacować stają się bogatsi. Prognozowanie sytuacji na rynkach surowców rolnych wbrew pozorom wcale nie jest łatwiejsze, niż w przypadku innych rynków. O tym właśnie przekonali się eksperci, przewidujący w 2009 r. utrzymywanie się deficytu cukru na rynku. Inwestorzy przekonali się o tym dość boleśnie.

Handel mocno lewarowany

Na początku lutego 2010 r., a więc w momencie, gdy ceny cukru coraz bardziej zaczynały się oddalać od niedawnego szczytu, choć jeszcze nie nadmiernie dramatycznie, prognozowali, że w ciągu około sześciu miesięcy dojdzie ponownie do sporej przewagi popytu nad podażą surowca. Rzeczywiście doszło, jednak tymczasem ceny jeszcze bardzo mocno spadły. A biorąc pod uwagę to, że handel na rynkach towarowych opiera się na instrumentach pochodnych, a więc jest bardzo mocno lewarowany, nikt grający wówczas zgodnie z tymi prognozami na zwyżkę cen, nie był w stanie jej doczekać, z powodu rosnących strat w swym portfelu. W ciągu kilku miesięcy szacunki dotyczące sytuacji na rynku zupełnie się zmieniły, rozmijając się z rzeczywistością.

Kolejny przykład tej nieznośnej zmienności prognoz mieliśmy w kolejnych miesiącach ubiegłego roku. Brazylijska firma Datargo, specjalizująca się w analizach rynku, w marcu 2010 r. prognozowała, że zbiory trzciny cukrowej wyniosą 604 mln ton, we wrześniu, że sięgną 578 mln ton, a w listopadzie szacowała je na 575 mln ton. Mimo redukcji prognoz zbiorów trzciny z powodu suszy, przewidywała zwiększenie o 6 proc. produkcji cukru. Właśnie z powodu suszy, dzięki której wzrosła zawartość cukru w trzcinie. W sezonie 2010/11 Brazylia wyprodukuje jej zdaniem 34,3 mln ton cukru i 27,8 mld ton etanolu.

Produkcja wrażliwa na pogodę

Jednym z powodów wrażliwości produkcji na niekorzystne zjawiska pogodowe jest fakt sporej koncentracji w niektórych rejonach. Na przykład ze stanu Maharasztra pochodzi około jednej trzeciej indyjskiej produkcji.

W naszym sąsiedztwie, poza krajami Unii Europejskiej, jednym z większych producentów cukru jest Ukraina. Wzrost cen i wysoka opłacalność uprawy buraków cukrowych powoduje zwiększenie powierzchni upraw. W 2010 r. była ona aż o połowę wyższa niż rok wcześniej, jednak wskutek bardzo niekorzystnych warunków pogodowych zbiory były niskie. Gdy pogoda będzie sprzyjająca, produkcja może znacząco się zwiększyć.

Problem jednak w tym, że popyt wewnętrzny w tym kraju od kilku lat jest wyższy od podaży cukru. Jeśli pojawiają się nadwyżki, eksportowane są one najczęściej do Rosji, która jest jednym ze znaczących na świecie konsumentów cukru.

W Polsce od kilkunastu lat spada indywidualne spożycie cukru. W 1995 r. przeciętne gospodarstwo domowe zużywało go prawie 18 kg na osobę rocznie, teraz już tylko około 14 kg.

Spadek bezpośredniej konsumpcji cukru to efekt zmian modelu odżywiania się i wzrostu dochodów. Jednak paradoksalnie, ogólna konsumpcja cukru rośnie wraz z bogaceniem się społeczeństw. Rośnie wówczas konsumpcja cukru w formie różnego rodzaju wyrobów zawierających go. Wśród państw europejskich największym, sięgającym 40 kg zużyciem cukru na osobę, może poszczycić się Belgia.

Mechanizm zmian popytu na cukier jest jednak nieco bardziej skomplikowany. W krajach najbiedniejszych, które wchodzą na ścieżkę przyspieszonego rozwoju i ekonomicznych przemian, rośnie szybko spożycie indywidualne. Obserwowaliśmy to zjawisko w Polsce w latach 80. i na początku 90. XX wieku, a teraz w państwach azjatyckich, głównie Indiach i Chinach. Rosnący szybko popyt z ich strony to jedna z przyczyn nierównowagi na tym rynku i wzrostu cen.

Roman Przasnyski, analityk Open Finance


Paf, Open Finance



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Wtorek 24 listopada 2020
Imieniny
Emmy, Flory, Romana

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości