Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Ciemna strona miasta

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Zakład Karny nr 1 przy ulicy Kleczkowskiej, popularnie zwany „Kleczki” to największy kompleks więzienny w stolicy Dolnego Śląska i jako jeden z niewielu w Polsce wpisany jest do rejestru zabytków. To także jedno z tych miejsc, o których mówi się „ciemna strona miasta”.

Takiej warowni jak wrocławskie więzienie nie powstydziliby się najlepsi średniowieczni architekci. Bo to na ich dziełach, a konkretnie na architekturze krzyżackich warowni wzorowali się projektanci zakładu, Max Leben i Henryk Butz. Zaprojektowali dwa potężne budynki, których jedyną ozdobą jest czerwona barwa cegły i nieliczne detale mające przywodzić na myśl średniowieczne warownie. Pierwsi osadzeni trafili tu w 1895 roku, kiedy ukończono budowę kompleksu. Wtedy więzienie miało statut aresztu śledczego oraz dla młodzieży. Cele dla mężczyzn zajmowały większy budynek wzniesiony na planie krzyża. Obok niego znajdował się - znacznie mniejszy - gamach przeznaczony dla kobiet. Do tego dochodziły jeszcze zabudowania administracyjne. Więzienie było zwyczajnym zakładem śledczym do czasu, gdy trafił do wrocławskich kazamat ich najsłynniejszy więzień, a właściwie więźniarka. W 1917 przywieziono tu przywódczynię niemieckich komunistów, Różę Luksemburg. A zaraz po niej, za działalność wywrotową, za kratki trafili jej towarzysze z partii. Osadzenie nie trwało jednak długo, w listopadzie następnego roku Wrocław ogarnęła fala rewolucji. Komendant zakładu w obawie przed szturmem robotników na więzienie nakazał uwolnić Róży Luksemburg. Jednak prawdziwie upiorną sławę obiekt zyskał w chwili wybuchu II wojny światowej. Wtedy przemianowano go na zakład karny, a co za tym idzie sposoby egzekwowania wyroków stały się bardziej drastyczne. Jako jeden z samodzielnych zakładów egzekucyjnych wykonywał kary śmierci przez ścięcie gilotyną. Gilotyny były dwie: elektryczna i ręczna. Choć dawniej kaci mówili, że topór, który strącił sto głów napił się dość krwi i nie powinien być dalej używany, to gilotyny z ulicy Kleczkowskiej znacznie przekroczyły tę liczbę. Stracono na nich 829 osób, głównie Polaków, Niemców i Czechów, ale też Francuzów, Holendrów, Włochów i Hiszpanów. Nie zawsze byli to przestępcy. Czasem wystarczyło drobne wykroczenie by trafić do celi, a później do sali straceń. Ostatnia egzekucja odbyła się w dniu kapitulacji wrocławskiej twierdzy, dosłownie na kilka godzin przed wkroczeniem armii radzieckiej do miasta. A gilotyny? Ta elektryczna została zdemontowana i wywieziona na wschód, gdzie do dziś jest eksponatem w Muzeum Ofiar Faszyzmu w Witebsku. Natomiast ostrze gilotyny ręcznej, która prawdopodobnie trafiła do muzeum w Kijowie, można zobaczyć na wystawie „1000 lat Wrocławia” w Pałacu Królewskim. Samo wiezienie przetrwało historyczne burze w niemal nienaruszonym stanie i do dziś pełni swoją pierwotna funkcję.


Maciej Łagiewski, dyrektor Muzeum Miejskiego Wrocl



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Sobota 28 listopada 2020
Imieniny
Jakuba, Stefana, Romy

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości