Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wrocław
Śląsk oszukany przez liniowego?

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Gdy grasz na wyjeździe z niedawnym liderem, jesteś lepszy, prowadzisz i nie wygrywasz, trudno uznać mecz za udany. Śląsk Wrocław zremisował w Białymstoku z Jagiellonią 1:1, tracąc gola po bardzo kontrowersyjnym rzucie karnym.

Była 62 minuta meczu. Przy linii pola karnego walczą o piłkę Mariusz Pawelec i Tomasz Kupisz. Gracz Jagielloni przewraca się, ale gwizdek sędziego Roberta Małka milczy. Jednak w górę wędruje chorągiewka arbitra linowego, który uznał, że obrońca faulował. Rzut karny. Pewnym strzelcem jedenastki okazał się Tomasz Frankowski, który wyrównał wynik meczu na 1:1

Do tego momentu wrocławianie byli zdecydowanie lepszym zespołem. Mimo że białostocczanie wygrali dotąd wszystkie mecze na własnym boisku, niczym nie przypominali drużyny, która odprawiła z kwitkiem i Wisłę Kraków, i Lecha Poznań. Wrocławianie natomiast, którzy zagrali takim samym ustawieniem jak w meczu z Cracovią (zamiast kontuzjowanego Amira Spahicia zagrał Mariusz Pawelec), nie zamierzali się bronić. Śląsk groźnie atakował, a największe popłoch w liniach defensywnych gospodarzy siali Waldemar Sobota i Piotr Ćwielong. Obaj potwierdzili, że niezły występ przeciw Cracovii nie był dziełem przypadku.

W 11 minucie kapitalne dośrodkował Sobota, najwyżej w polu karnym wyskoczył Sebastian Mila, ale źle trafia w piłkę i ta przeleciała nad poprzeczką. W 37 minucie Mila zagrał do Ćwielonga, ten powalczył o piłkę z obrońcą i wystawił ją Przemysławowi Kazimierczakowi. „Kaz” świetnie przymierzył lewą nogą w okienko bramki Sandomierskiego. Kilka minut później groźnie strzelał Ćwielong, ale piłka minimalnie minęła słupek bramki „Jagi”.

Po zmianie stron Śląsk wcale nie zamierzał bronić jednobramkowego prowadzenia. Dobrze usposobienie taktycznie wrocławianie kontrolowali przebieg meczu, nie dopuszczając gospodarzy do groźnych sytuacji pod bramką Mariana Kelemena. Sami groźnie atakowali. W 49 minucie zespołową akcję mógł golem zakończyć Mila, który wpadł w pole karne, ale nie trafił czysto w piłkę w dogodnej sytuacji.

W końcu przyszła feralna 62 minuta. - Jestem w stu procentach przekonany, że rzutu karnego nie było. Po tej całej sytuacji Kupisz śmiał mi się prosto w oczy. Przeskoczył nade mną, tam nawet żadnego kontaktu pomiędzy nami nie było. Włożyłem tam nogę, ale absolutnie jestem pewny, że to nie spowodowało upadku Kupisza. Po meczu powiedziałem sędziom, że zostaliśmy przez nich skrzywdzeni i że Kupisz śmiał mi się prosto w oczy, że pan sędzia podyktował rzut karny - podsumował na antenie Canal + Sport Mariusz Pawelec.

Od tego momentu oba zespoły poszły na wymianę cisów, a akcje przenosiły się spod jednego pola karnego pod drugie. Ale w dalszym ciągu to podopieczni Oresta Lenczyka stwarzali groźniejsze sytuacje. Zwłaszcza dwie powinny zakończyć się golami. W 85 minucie wprowadzony chwilę wcześnie na boisko Cristian Diaz dostał piłkę od Marka Gancarczyka ale z 5 metrów trafił prosto w Sandomierskiego. Dwie minuty później Przemysław Kaźmierczak świetnie strzelał głową, ale niesamowitym refleksem popisał się Sandomierski i mecz zakończył się remisem 1:1.


as, fot. jagiellonia.pl



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Piątek 4 grudnia 2020
Imieniny
Barbary, Hieronima, Krystiana

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości