Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wrocław
Pączek po wrocławsku

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Tłusty czwartek jest jedynym dniem, gdzie wszyscy przechwalają się ile zjedli, a nie ile wypili. Jeśli chcecie spróbować niezwykłego pączka, to powinniście udać się do Pałacu Królewskiego. Tam do każdego biletu, dostaniecie słodką niespodziankę.

Zawody w ilości zjadanych pączków, jedzenie słodkości bez oblizywania się, konkurs na najbardziej wyszukane jedzenie – dziś wszystko kręci się wokół słodyczy. Wrocławianie po pączki stoją nawet w kilkunastominutowych kolejkach, a piekarnie od wczoraj uwijają się jak w ukropie. Wrocławianie kupują zwykle od kilku do nawet kilkunastu sztuk. - Rzadko zdarza się osoba, która bierze tylko jeden – mówią panie z piekarni na ul. Legnickiej.

W Tłusty Czwartek pączki kupimy w miejscach, w których zwykle nie są sprzedawane, jak na przykład w budce z ciasteczkami francuskimi. Wybór przed jakim stoi klient czasem jest bardzo prosty. - Mamy tylko takie z dżemem lub różą - mówi nam ekspedientka w cukierni przy Kazimierza Wielkiego. - Rano była całkiem spora kolejka. Teraz przychodzą pojedyncze osoby - dodaje.

W końcu pożegnanie karnawału bez pączka jest jak samochód bez kół, rower bez ramy czy nordic walking bez kijków.

- Pączek to jedno z najbardziej charakterystycznych dla Polski ciast karnawałowych, dawniej żaden bal w tym okresie nie mógł się bez nich obejść – mówi dyrektor Muzeum Miejskiego Maciej Łagiewski – Karnawałowe słodkości wrocławianie kochali od zawsze. W końcu w mroźne zimowe dni nic tak nie dodaje energii jak kawałek aromatycznego ciasta. Może, więc warto, przy dzisiejszej aurze, spróbować wrocławskich specjałów sprzed lat. Zwłaszcza w tłusty czwartek. Zależało nam, by w miejscu jakim jest pałac, oferować naszym gościom coś charakterystycznego dla Wrocławia. Z pałacem związany jest jeszcze, przypominający z wyglądu zaśnieżony szczyt Śnieżki, torcik księżnej Luizy, która tu wielokrotnie nocowała. Niestety jest on nadal produkowany w Goerlitz, więc zdobycie pozwolenia na wytwarzanie go tutaj, we Wrocławiu, byłoby bardzo skomplikowaną procedurą.

- Zacznijmy od króla wszystkich karnawałowych łakoci, czyli od pączka – kontynuuje dyrektor. - Ale pączka nie byle jakiego, bo wrocławskiego. Nadziewano go śliwkowymi powidłami, do których dodawano cynamonu. W czasie karnawału cukiernie i kawiarnie prześcigały się w pączkowej ofercie. Były, więc nadziewane różnymi konfiturami i dżemami, czasem z dodatkiem alkoholu. Każdy mógł znaleźć dla siebie coś dobrego. Jednym słowem, pączki były bezkonkurencyjne. Co prawda, w konkury z nimi mogły stawać także popularne w trakcie karnawały faworki i sękacze, ale już nie wykwintne desery, które w tym okresie próbowały lansować wrocławskie restauracje. Jak podawała miejscowa prasa, we Wrocławiu tak bardzo kochano pączki, że wszystkie zagraniczne specjały mimo zachęcających reklam przegrywały z tym niewyszukanym, acz smacznym wypiekiem. Nawet zgubne dla zdrowia i figury nadmierne delektowanie się pączkami, o którym wspominały lokalne dzienniki nie był w stanie odstraszyć łasuchów. A tak po Sylwestrze w 1868 roku pisały gazety „nastawał czas panowania pączków. Dla wielu ludzi, jak głoszą stare porzekadła, specjał nad specjały dla podniebienia. Lecz w rzeczywistości koronę przywdziało właśnie rozpoczęte wraz z karnawałem dzieło ruiny naszych żołądków. W tej rozmiarów pięści, wypieczonej na brązowo bryle ciasta mieści się chytra pułapka do bomby podobna. Wpierw rozpływa się beztrosko przed naszym wzruszeniem (…), lecz ledwie napoczęta, zaczyna nas uciskać jak nieznośny kredyt hipoteczny”. Były podstawowym daniem karnawałowego stołu.

Aby pozbyć się zbędnych kalorii, okupowano w dawnych czasach taneczne parkiety. Jednak i one były ściśle powiązane z lukrowanymi słodkościami. - A jak karnawał to i tańce. Wśród nich prym wiódł polonez – kontynuuje Maciej Łagoewski. - Szczególnie tzw. polonez pączkowy. Zasada tego tańca była bardzo prosta. Tańczący swe ostatnie kroki kierowali w stronę stołów, gdzie już czekały na nich góry pączków, które obowiązkowo popijali ponczem. Bywało, że niektórzy mieli szczęście i w cieście znaleźli monetę, co uznawano za dobrą wróżbę na nowy rok.

A gdy ktoś przejadł się już pączkami, mógł spróbować innych wypieków. - Największy ich wybór oferowały cukiernie, które w XIX wieku stały się bardzo popularne – wymienia dyrektor Muzeum Miejskiego. - Tradycyjnym wypiekiem w ich ofercie było ciasto drożdżowe z cynamonową kruszonką. Powodzeniem cieszyły się też różnego rodzaju desery, czekoladki, ptysie, owoce karmelizowane i lody. Zatem smacznego, bo jak pisał anonimowy wrocławianin: „Wzmocnij się ostatni raz (…) stoją pączki, torty, kremy. Ciast wszelakich, ile chcemy”.


aw



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Wtorek 24 listopada 2020
Imieniny
Emmy, Flory, Romana

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości