Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wrocław
Wygnani z raju

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
- To były kury znoszące złote jaja, teraz mamy do czynienia, przepraszam za wyrażenie, ze zbukami – nie kryje swojej irytacji Mirosław Wojtyński, wrocławski agent turystyczny. - W zasadzie jestem bankrutem! - dodaje. W podobnej sytuacji są setki agentów z całej Polski. Ich kury – czyli Egipt i Tunezję ogarnęły fale rewolucji - procesy kompletnie nie sprzyjające turystycznemu biznesowi.

- To musiało się stać, świat arabski wcześniej czy później ogarneła by fala niepokojów i rewolucyjnych przemian – powtarzają jak mantrę politolodzy i eksperci. - Tylko dlaczego akurat wtedy, gdy interesy szły jak złoto? - kontrują zirytowani agenci i pracownicy biur turystycznych. Fala przemian kompletnie zmienia niemal całą północną Afrykę – jeszcze nie wiadomo, czy na lepsze czy na gorsze. Jako, że jesteśmy globalną wioską – zmiany dokonują się także u nas z tą jednak różnicą, że dla wielu – na gorsze.

Idylla urlopowicza

Polacy zakochali się w Egipcie, a potem w Tunezji ponad 10 lat temu – i nie chodzi tu o piramidy, orientalną architekturę i zabytki. To była miłość pragmatyczna, czyli najtrwalsza. Polacy kochali ciepłe i przezroczyste morze, wygodne apartamenty, czyściutki i zawsze nagrzany piasek, nurkowanie, pływanie na małych statkach... słowem idylliczną krainę urlopowicza. Na dodatek dostać się do tego raju mógł każdy przeciętnie zarabiający pracownik fabryki, biura czy sklepu.

- W Egipcie bywałem dwa razy w roku – opowiada wrocławianin Piotr Wykrot. - Dla mojej żony i dzieci to miejsce idealne. Leci się tylko 4 godziny samolotem, na miejscu wszystko co dusza zapragnie. Najlepsze były urlopy w zimie – u nas mrozy albo plucha a tam leżaczek, drineczek, słonko, dzieci nauczyły się nurkować – po prostu sielanka – dodaje z zadumą.

W tym roku po raz pierwszy od kilku lat rodzina Wykrotów spędziła ferie patrząc na ponury krajobraz rodzinnych Stabłowic. - Na nartach nie jeździmy, zresztą i tak nie stać nas na jakieś Alpy – mówi Magdalena Wykrot. - W ostatniej chwili odwołali nam samolot, biuro podróży z niemałym problemem oddało pieniądze no i patrzymy teraz na zimę. Mówią, że do lata ta rewolucja się nie skończy, a ja nie pojadę tam gdzie leje się krew.

Przez cztery tygodnie w styczniu i lutym, gdy odwołano wszystkie czartery ze Strachowic do Egiptu, z ciepłego urlopu musiało zrezygnować około tysiąca wrocławian. Sytuacja przykra, ale przynajmniej nie dramatyczna. Dla agentów turystycznych problemy na północy Afryki to kwestia przetrwania.

Agent zwija interes

Mała agencja turystyczna to najprostsza i najłatwiejsza forma tego biznesu. Agenci pośredniczą między klientem i biurami podróży oraz touroperatorami. Nie martwią się o rezydentów, wynajem hoteli, czartery – sprzedają gotowy produkt.

- Dla mnie to idealny interes, który prowadzę sam – mówi Mirosław Wojtyński, wrocławski agent turystyczny. - Mam stałych klientów, stałe umowy z biurami, żadnych nakładów finansowych, martwienia się o logistykę. Specjalizuję się od kilku lat, zresztą jak większość agentów, w Egipcie i Tunezji. Teraz tam płoną budynki a mi pali się grunt pod nogami.

Już po tygodniu od wybuchu niepokojów w Tunezji, a potem w Egipcie obroty pana Mirosława spadły o połowę. Okres ferii zimowych, czyli największych obrotów, kończy się zerem, a w zasadzie stratą – nikt mu nie zwróci pieniędzy choćby za setki telefonów, które musiał wykonać, żeby odwołać rezerwacje, wykłócać się o zwroty zaliczek.

- Mogę się przebranżowić i sprzedawać Hiszpanię albo Tajlandię, ale jest małe zainteresowanie w mojej okolicy na ten dość drogi produkt, a zanim coś zarobię, to będę miał potworne długi – mówi. - Zwijam interes – kończy gorzko.

Walczą o przetrwanie

- Rzeczywiście straty są bardzo duże, mniejszym agentom grozi fala bankructw – mówi Barbara Zabieglik, wiceprezes Dolnośląskiej Izby Turystycznej. - Większe biura podróży raczej się obronią, ale będzie to dramatyczna walka o przetrwanie. Średnio 50 procent ofert to był Egipt i Tunezja. Na nasze nieszczęście całe te rozruchy zaczęły się w najobfitszym okresie zimowym.

Nastroje we wszystkich wrocławskich biurach podróży są rzeczywiście ponure. - Od kilku tygodni robię same zwroty – słyszę w biurze turystyki Remedium. - Tracimy prowizje, klientów, obroty spadły o ponad połowę.

Jak to często bywa – najlepiej w kryzysie radzą sobie duże biura podróży, które same organizują wypoczynek i są touroperatorami.

- U nas rejon północnej Afryki dotyczył około 30 procent ofert – mówi Piotr Czorniej, dyrektor działu marketingu warszawskiego biura Eximtours. - We Wrocławiu odwołaliśmy 4 loty, dotyczyło to około 360 osób. W większości nasi klienci zmienili terminy, albo dostali zastępczą ofertę.

Duża firma, to nie to samo co mały agent,więc nic dziwnego, że w głosie Piotra Czornieja brzmi optymizm i nuta zawodowego PR-u.

- Już 11 marca wznawiamy loty – mówi z satysfakcją. - Nie uważam, że rodacy przestraszą się sytuacji w Egipcie czy Tunezji. My kochamy ten rejon, a hotele i kurorty są przecież oddzielone od wydarzeń, które rozgrywają się wyłącznie na ulicach wielkich miast. Zresztą w Egipcie nigdy nie było zbyt bezpiecznie, a mimo wszystko cieszył się ogromnym powodzeniem.

80 tysięcy osób straci pracę

Jednak bez względu na szeroki i zachęcający uśmiech touroperatorów dane i prognozy izb turystycznych nie wyglądają różowo. Z obliczeń Polskiej Izby Turystyki wynika, że rocznie Egipt odwiedza pół miliona Polaków, Tunezję około 150 tys. To około 40 procent zagranicznych wyjazdów z oferty polskich biur podróży.

- Jeśli niepokoje w tym kraju będą się przedłużać, branża będzie miała duże problemy - prognozuje Józef Ratajski, wiceprezes Polskiej Izby Turystyki.

Zdaniem PIT w ciężkiej sytuacji znajdzie się ponad 20 dużych biur podróży. Ich gorsze wyniki oznaczają też problemy dla firm pośredniczących – mniejszych biur i oczywiście agentów. W sumie pracę w branży turystycznej może stracić nawet... 80 tysięcy osób!

Biura podróży nie wycofują jeszcze z oferty wycieczek do Egiptu. Za to zupełnie wstrzymano wyjazdy do Tunezji. - Obecnie nie mamy tam żadnych klientów. Zawiesiliśmy wszystkie wyjazdy do 21 kwietnia - mówi Kalina Paluch z biura podróży Triada.

Niepewny los ubezpieczonego

Część dużych i średnich biur turystycznych na pewno w niedługim czasie upadnie. Niestety nie wiadomo które – firmy zazdrośnie strzegą swoich objętych tajemnicą danych dotyczących kondycji finansowej.

- Trzeba dokładnie, nawet po kilka razy czytać umowę i zwracać szczególną uwagę na zapisy dotyczące zerwania umowy, gwarancji zorganizowania powrotu w sytuacjach zagrożenia i gwarancji zabezpieczeń ze strony naszego rządu - mówi Krzysztof Makielski, prawnik.

Sytuacja jest tym bardziej niepewna ze względu na to, że polskie biura podróży zawsze balansowały na krawędzi bankructwa.

- Nawet gdyby nie było problemów z Tunezją i Egiptem duża skłonność do upadłości biur podróży w Polsce jest efektem problemów z regulowaniem zobowiązań finansowych, które w branży turystycznej stały się już normą – mówi Stanisław Potocki, ekonomista z Polskiej Akademii Nauk. - Zjawisko opóźniania regulowania zobowiązań płatniczych obecnie dotyczy na różną skalę aż 76 procent polskich biur podróży.

Nawet jeśli nasze biuro podróży nie upadnie, to kolejną pułapką na którą trzeba uważać jest ubezpieczenie pobytu za granicą. Jeżeli w wyniku zamieszek zostaniemy ranni, wylądujemy w szpitalu, to nie zawsze będziemy mogli liczyć na pokrycie kosztów leczenia przez ubezpieczyciela. Będziemy musieli udowodnić, że nie braliśmy aktywnego udziału w zamieszkach lub nie narażaliśmy się na niebezpieczeństwo – np. przebywaliśmy w zagrożonym rejonie.

- Daj pan spokój, tyle problemów, że nawet gdyby tam pojechać i nic by się nie działo, to siedziałabym jak na szpilkach – podsumowuje Magdalena Wykrot. - To już wolę nad nasz zimny Bałtyk pojechać.

Gdzie jechać?

No właśnie – co pozostaje do wyboru osobom, które jednak chcą pojechać do ciepłych krajów?

- Dla średnio zarabiających, którzy do tej pory zapełniali plaże morza Czerwonego, kompromisem wydaje się być Turcja – mówi Przemysław Wojtkiewicz, podróżnik. - Plaże są co prawda kamieniste, morze nie tak klarowne ale oprócz tego nie widzę większych różnic. Jest ciepło, hotele nie są drogie, All Inclusiv, atrakcyjne zabytki i przede wszystkim sytuacja polityczna stabilna.

Dla bardziej zamożnych pozostaje Hiszpania, Majorka, Tajlandia, Mali... Ale z drugiej strony – warto może poznać miejsca gdzie wypoczywali nasi rodzice, dziadkowie? Nawdychać się bałtyckiego jodu, posłuchać wycia bieszczadzkich wilków, powalczyć z komarami na Mazurach albo spłynąć Dunajcem...


Robert Włodarek



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Piątek 4 grudnia 2020
Imieniny
Barbary, Hieronima, Krystiana

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości